środa, 29 maja 2013

"Dom ciszy" Orhan Pamuk



"Wciąż rozmyślam i dochodzę do wniosku, że to, co nazywamy życiem, co naszym zdaniem bezpowrotnie zużywamy, jest dziwnym i niewytłumaczalnym zjawiskiem- nikt nie potrafi powiedzieć, dlaczego należące do niego życie jest właśnie takie, a nie inne. Czekasz i czekasz, a ono prowadzi cię z miejsca na miejsce, nikt nie wie dlaczego, i gdy tak się przemieszczasz, w głowie kłębią ci się rozmaite myśli, zastanawiasz się, skąd i dokąd idziesz. I gdy uświadamiasz sobie, że to dziwne myśli, ani prawdziwe, ani fałszywe, do niczego nie prowadzące, okazuje się, że tu się podróż kończy"*

Przeczytałam właśnie drugą książkę noblisty Orhana Pamuka. Pierwszą, którą przeczytałam był "Biały Zamek" (który nawiasem mówiąc nie zachwycił mnie, spodziewałam się czegoś innego, ale może wrócę do niego za kilka lat). Kiedy zaczęłam czytać "Dom ciszy" powiedziałam znajomym "taka sobie, nie zachwyca, niczym się nie wyróżnia". Czytało mi się dobrze; konwencja książki, w której bohaterzy w kolejnych rozdziałach opowiadają historię w pierwszej osobie bardzo mi się podobała (choć dla mnie mistrzem w tym temacie jest Mario Vargas Llosa). Historia bohaterów z jednej strony banalna, z drugiej jednak bardzo smutna, przytłaczająca. Samotność, wyobcowanie, kompleksy, a zarazem poczucie wyższości nad innymi pojawiało się na (prawie) każdej stronie, tworząc specyficzną atmosferę powieści.
Niby nic się nie dzieje, a jednak dzieje się bardzo wiele i choć czytelnik ma nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży, a w najlepszym wypadku pozostanie bez zmian tak się nie dzieje. Koniec zaskakuje i każe czytelnikowi myśleć, zastanawiać się i dociekać, cofać się do początku i tworzyć w głowie ciąg dalszy...

Dla mnie właśnie takie książki są najlepsze, te które "są ze mną dłuższy czas" sprawiają, że zastanawiam się nad historią, wyborami bohaterów i nad swoim życiem. Polecam tym, którzy lubią szukać sensu i mniej lub bardziej ukrytych znaczeń.

Lubicie czytać? Dla mnie czytanie na łonie natury to jeden z fajniejszych sposobów na uspokojenie myśli i relaks...


*cytat pochodzi z książki "Dom ciszy" Orhan Pamuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

czwartek, 23 maja 2013

Zdrowe posiłki w pracy!

Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na zmianę diety, a przede wszystkim na zmianę częstotliwości i wielkości spożywanych posiłków. Teraz jem regularnie co 3 godziny bez względu na to czy jestem w delegacji, na urodzinach u koleżanki czy w pociągu.

Tak jak Wy codziennie chodzę do pracy i w tej pracy jem średnio dwa posiłki z pięciu każdego dnia. Co zabieram ze sobą?

Zazwyczaj jeden posiłek stanowią owoce najlepiej w formie koktajlu z kefirem/maślanką/jogurtem naturalnym, a drugi przygotowany wcześniej ryż/makaron z indykiem/łososiem/tuńczykiem i warzywami, w te dni kiedy nic mi się nie chce jem najpierw surowego banana, jabłko i trochę orzechów, a na kolejny posiłek pożywną kanapkę.

Tak więc u mnie w pracy stoi blender:) a ja każdego dnia przynoszę ze sobą świeże jedzenie.

Jest kilka korzyści:
-jem regularnie, a to wiadomo lepsza sylwetka, zdrowie
-siłą rzeczy robię sobie przerwy w pracy z korzyścią dla całego organizmu
-nie kusi mnie, żeby zamówić pizze, albo kupić drożdżówkę, bo mam ze sobą jedzenie
-w domu po przygotowuje więcej jedzenia przy jednym gotowaniu poświęcając na to mniej czasu, pieniędzy i brudnych naczyń niżeli gotując każdego każdego dnia;)

Koktajle są super wystarczy dodać trochę miodu i cynamonu i zdrowy i pożywny słodycz gotowy:)


wtorek, 14 maja 2013

Dieta, słodycze i słabsze dni...


Jak widać na załączonym obrazku dzisiaj mam słabszy dzień. Co prawda na zdjęciu nie ma jednej czekoladki, ale w efekcie końcowym spróbowałam praktycznie każdego rodzaju:) Zjadłam pół opakowania!
Ale warto było, bo bardziej od tych pięknie wykonanych czekoladek smakują mi inne rzeczy: dzisiejszy obiad, zdrowa sałatka, otrębowy deser z ciemną czekoladą, a gdybym nie zjadła tych czekoladek nie wiedziałabym o tym. To chyba znak, że moje kubki smakowe powoli zmieniają upodobania:) Może można się oduczyć jedzenia "kupnych" niezdrowych i nic nie wnoszących do naszego menu słodyczy?




Oczy cieszą bardzo, ale kubki smakowe i żołądek bardziej ucieszył dzisiaj mój dzisiejszy obiadek- kurczak curry+chilli+sos sojowy+sezam+pomidor+ryż basmanti....mniam!



Nieważne, że sobie pofolgowałam, ważne, że dzięki temu wiem, że już mi to nie smakuje i następnym razem przypomnę sobie, że zjedzenie tych czekolady nie sprawiło mi takiej radości jak kiedyś, w zamian za to zrobię sobie makaron z parmezanem:)

Słodkich snów:)

poniedziałek, 13 maja 2013

Dieta i trening, a odporność.


Źródło: http://www.mosir.elk.com.pl/fitness/


Odporność to takie coś, czego nie zauważamy dopóki nie mamy z nią problemu. Ja zdecydowanie miałam w ubiegłym roku spory problem z odpornością. Byłam chora dokładnie co 2 miesiące: luty, kwiecień, lipiec, wrzesień, listopad, grudzień. Generalnie infekcje były zazwyczaj przynajmniej 4 dniowe, dobre trzy razy skończyło się leczeniem zapalenia zatok, a raz to nawet dostałam sterydy...cudowna historia, jadłam witaminy, tran, co się dało. W sylwestra zrobiła mi się na ustach opryszczka, a tydzień później druga, znowu...poszłam do lekarza, dostałam lekarstwo i skierowanie na badania krwi, bo to przecież nie jest normalne, żeby tak często chorować...

Zanim do porządku wyleczyłam opryszczkę rozpoczęłam prawdziwą zmianę diety i regularne treningi. 
Dzisiaj mamy 13.05.2013 ani razu od tamtego czasu nie byłam u lekarza;) poza chirurgiem:P
Żadnych infekcji, niedoborów magnezu, wyprysków. No i jestem, niestety mam 3 tygodniową przerwę w intensywnych ćwiczeniach ze względu na zabieg chirurgiczny, ale wczoraj już pociłam się na macie robiąc brzuszki:)

A więc jestem doskonałym przykładem na to, jak bardzo nasz organizm uzależniony jest od tego, czym go karmimy. Kiedyś wydawało mi się, że jem zdrowo, bo nie używam oleju, nie jem białego pieczywa i ziemniaków, ale to oczywiście nie była prawda. Przede wszystkim moja dieta była uboga, generalnie jadłam praktycznie to samo...teraz wcinam mnóstwo orzechów, suszonych owoców, słonecznika, pestek dyni, ryżu, owoców, warzyw, jogurtów naturalnych. Staram się jeść tylko to, co sama zrobię i tyczy się to wszystkiego.

Nagle skończyły się również moje problemy z krwawieniem z nosa, migreny... mogę swobodnie wypić 3 małe filiżanki kawy z mlekiem (czego nie polecam, ale przez pół roku w ogóle nie piłam kawy, bo następnego dnia albo wieczorem miałam migrenę) i wszystko jest wporządku.

Dieta ma ogromne znaczenie na nasze zdrowie. Ogromne, jeśli nie wierzycie sami zobaczcie, mnóstwo waszych dolegliwości możecie "wyleczyć" zmianą diety, dieta wspomagana ćwiczeniami to już pieszczota dla naszych organizmu i mózgu również;) Odkąd ćwiczę czuję się dużo lepiej, weselsza i mniej zestresowana, łatwiej jest mi czarne myśli i stresy dnia codziennego odłożyć na bok:)

Trzymam kciuki za Was, jak Wy dbacie o swoje organizmy?

czwartek, 9 maja 2013

Słodycze na diecie.



Nie potrafisz zrezygnować z jedzenia słodyczy i to zawsze sprawia, że się poddajesz i rezygnujesz z diety? Zupełnie niesłusznie, oczywiście cudownie byłoby gdyby nie ciągnęło nas do jedzenia słodyczy, gdybyśmy mogli odstawić je raz na zawsze i nigdy nie wracać, ale niektórym z nas rezygnacja ze słodyczy przychodzi bardzo ciężko.

Ja również bardzo często ostro walczę ze sobą, żeby nie kupić, nie zjeść...nie dać się małemu ciasteczkowemu potworowi, który siedzi we mnie. Mam kilka zasad, których od pewnego czasu nie łamię.

Oto i one:
1.Nigdy nie podjadam słodkiego. Jeśli naprawdę mam ochotę na coś "słodkiego" wliczam te kalorie w posiłek- słodkie jem od razu po odpowiednio zmniejszonym posiłku, dzięki temu, zjem dwa ciasteczka a nie 10.
2.W sklepie omijam alejki ze słodyczami. Mój mózg- i nie tylko mój, bo każdy mózg jest skonstruowany tak, ze jak widzi słodkie to od razu uruchamia ślinotok i przypomina o endorfinach, które zwykle towarzyszyły danemu jedzeniu.
3.Nie kupuję syfów w sklepie. Jeżeli mam ochotę na jakieś sklepowe ciastka, patrzę na etykietę, gdy jest tam coś, co wygląda podejrzanie od razu odkładam na półkę-, odkładam i decyduję, że jak mam jeść syf to wolę przygotować coś słodkiego w domu.


4.Patrzę na cenę produktu- 5 zł za paczkę niezdrowych ciastek? Nie dziękuję, te 5 zł dołożę do np. słoiczka prawdziwych oliwek, które uwielbiam albo kupię za to truskawki- coś co lubię. Można też takie zaoszczędzone na słodyczach pieniądze wrzucać do specjalnej skarbonki i za to kupić sobie jakiś ciuch- przy zmianie diety w pewnym momencie konieczne będzie kupienie nowych ciuchów;)
5.Staram się mieć w domu coś co nazywam zdrowym słodyczem:
-jogurt naturalny+banan+truskawki + 2 łyżki masła orzechowego- z powodzeniem zastępuje cały posiłek, a jest PRZEPYSZNE!
-ciemna czekolada gorzka(prawdziwa) + otręby + orzechy(takie, które lubisz) + kokos,suszone owoce, świeży banan(opcjonalnie)
-w dzień rozpusty:) biała czekolada(dobrej jakości) + żurawina + migdały = absolutnie przepyszne;)
-galaretka
-owoce
-prawdziwy dżem

Te zestawy w moim przypadku zawsze się sprawdzają, wszystko przygotowuje się szybko, a ja nie mam później problemów żołądkowych ani też wyrzutów sumienia. Takie "desery" można jeść nawet codziennie- pomijając wersję z białą czekoladą(wiadomo biała czekolada to nie to samo co ciemna gorzka), ale nigdy jako coś dodatkowego- te kalorie trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu dziennego menu.


To co? Co dzisiaj jemy?

poniedziałek, 6 maja 2013

Zdrowe podejście do zdrowego jedzenia!


Jak minął Wam długi weekend? Jesteście wypoczęci czy raczej bardziej zmęczeni? Mój weekend był cudowny, pełen śmiechu, radosnych rozmów i spotkań z bliskimi, żałuję, że tak szybko się skończył. Pogoda dopisała średnio, było raczej deszczowo, ale nie przeszkodziło nam to w grillowaniu- grill elektryczny to coś pięknego, ale nie powiem, wczoraj kiedy słoneczko wreszcie się pokazało i można było pogrillować na świeżym powietrzu- smakowało mi najbardziej.



Jak widać nie był to tradycyjny polski grill z kiełbachą i ketchupem, zamiast tego był kurczak (znowu:)) brokuły i fasolka szparagowa, ryż- oczywiście nie z grilla;) i sos jogurtowy.
Wszystko smakowało świeżo i zdrowo, a gdyby tego było mało przygotowałam deser:)


Nie udało mi się upolować truskawek niestety, więc deser mascarpone był z jabłkami i cynamonem- pycha! Na szczęście zrobiłam za dużo i dziś spałaszowałam dodatkową porcję:)

Mam nadzieję, że mimo wszystko udało się Wam trochę pospacerować i nacieszyć się początkiem maja. Pogoda lubi nam płatać figle, ale to nie powód do narzekania:)

A jak Wasze weekendowe treningi? Była jakaś aktywność fizyczna?
Mam nadzieję, że nie szaleliście zbytnio z jedzeniem, chodzi mi o to, że zmieniając dietę na zdrową nie powinniśmy myśleć na zasadzie, "aaaa dzisiaj jest weekend to mogę sobie pozwolić na kebaba", kebab nigdy dobry nie jest- chyba że zrobicie go samodzielnie to można się kłócić, fast food nigdy nie jest dobry, kiedy jesteśmy np. w galerii handlowej i dookoła same "maki"" lepiej zamiast 1000 pustych kalorii wypić owocowy koktajl z jogurtem bez cukru- naprawdę. Owoce z jogurtem pięknie sycą i dają mnóstwo energii. Z czasem zauważycie, że Wasz żołądek będzie się buntował przed wszystkim co sztuczne.



Poniedziałek- no to co? Siłownia! :)

czwartek, 2 maja 2013

Znowu kurczak???!

Osoby dające o zdrowe odżywianie najczęściej sięgają po białko z mięsa białego- kurczak, indyk, królik. Z tych trzech najczęściej sięgamy po kurczaka, czasami jemy go codziennie, co powoduje, że nudzi nam się jego smak, a do tego nie chcemy dopuścić:)

Białe mięso jest idealne do kulinarnych eksperymentów. Kurczaka i indyka można jeść praktycznie z wszystkim, wystarczy przyprawić musztardą, oblać na grillu piwem, posypać ziołami prowansalskimi, obłożyć słodką papryką, podsmażyć z miodem i pomarańczą- żeby smakował inaczej i wyjątkowo.

Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia, dlatego zachęcam Was do eksperymentowania ze smakami:) możecie również bawić się dodatkami do kurczaka- zmieniać konfigurację warzyw, dodać sos czosnkowy, musztardowy, cytrynowo-miodowy itp.

Kilka moich kulinarnych podróży z tego tygodnia:
1.Indyk w sosie sojowym i zielonym curry z fasolką szparagową i ryżem basmanti.

 

2. Kurczak z ziołami prowansalskimi i papryką słodką i pieprzem cayenne, ryżem basmanti, marchewką surową i jabłkiem:-)


3. Ten sam kurczak co wyżej (z papryką i ziołami prowansalskimi) z ryżem basmanti, selerem naciowym i pomarańczą- pychota!


 4. Indyk z grilla polany piwem i cytryną, pełnoziarnisty chleb, ogórek i rzodkiewka.


5. Indyk z chilli, pomidorami, serem feta, makaronem pełnoziarnistym i jogurtem naturalnym- na zimno.

Jest wiele opcji  z ryżem, kaszą, kuskus, makaronem, od biedy z ziemniakami:P 
Ale mimo wszystko zachęcam do sięgania po indyka częściej. Równie ważne jest sięganie po rybki, na tyle na ile jest to możliwe w waszym przypadku. Jeżeli nie macie dostępu do surowych to polecam tuńczyka;) Wczoraj jadłam pysznego z oliwkami, fasolką szparagowa, chilli i parmezanem:) mmmm....

A i jeszcze wczorajsze odkrycie: sałata, oliwa z oliwek, pestki dyni, oliwki ciemne, suszona żurawina, papryka-> pychota, żurawina pasuje tam cudowanie:)

Miłego dnia, u mnie dziś pada, więc ruszam do ikei na zakupy, później książka, a wieczorem kolacja z przyjaciółmi:) 

środa, 1 maja 2013

Poczuj się jak na wakacjach w swoim mieście;)


Nareszcie upragniona majówka. Dla niektórych czas upragnionego wyjazdu, dla innych wolny, niezorganizowany czas. W tym roku należę, do wszystkich tych, którzy z różnych względów nigdzie nie pojechali, ale i tak planuję cudowny weekend:)

Nawet we własnym mieście, bez względu na to gdzie mieszkasz możesz się poczuć jak na urlopie. Jak to zrobić? Przede wszystkim rozluźnij się;) Nastaw swoje myślenie na odpoczywanie. Zrób to, co zawsze sprawia Ci przyjemność gdy jesteś na wakacjach. Pójdź na targ- kupić świeże produkty, porozmawiać z ludźmi, porobić zdjęcia. Umów się na późne śniadanie ze znajomymi w jakiejś knajpce. Poczytaj książkę/gazetę w parku. Zrób sobie ze znajomymi maraton filmowy, albo pójdź do kina na jakiś film kina niezależnego, wybierz się do teatru, cokolwiek będziesz robić przede wszystkim załóż komfortowe ubranie wakacyjne i niczym się nie przejmuj:)



Pogoda nie popsuje Ci planów jeśli będziesz mieć plan awaryjny na wypadek deszczu.
Plan to podstawa np: słońce: rower, deszcz: maraton filmowy, dzięki temu nie zmarnujesz całego dnia w łóżku jak tylko zobaczysz deszcz za oknem.



Oczywiście nie musisz planować co do godziny, co będziesz robić, ale pomyśl nad tym jak chciałabyś spędzić każdy dzień majówki. U mnie dzisiaj kiepska pogoda, idealna na planowanie:)

Kilka pomysłów:
-piknik ze znajomymi/wycieczkę rowerową w tym celu przygotuję jakieś zdrowe smakołyki i sprawdzę stan roweru po zimie
-przeleżę cały dzień w łóżku czytając książkę, zrobię sobie dzień spa i upiekę zdrowe ciasto w ramach podróży kulinarnej
-zaproszę/dam się zaprosić znajomym na pogaduchy/ wspólne gotowanie np. pizza lub sushi
-zaplanuję założenie "ogródka" na balkonie, wybiorę albo posadzę kwiaty
-zrobię przemeblowanie o którym dawno temu myślałam/pomaluję ściany- tylko to ma być przyjemność, więc zrób to tylko wtedy jeżeli w ten sposób odpoczniesz- umysłowo, ja uwielbiam aktywne spędzanie czasu
-jakieś domowe robótki DIY może chcesz uszyć sobie poszewki na poduszki, albo przygotować "wieszak na bizuterie"
-opalanie w ogrodzie/spacer do lasu/zdrowe grillowanie

Przede wszystkim pozwól sobie się zapomnieć. Twój plan na dzień to powłóczyć się po mieście? Zapomnij się, przesiedź kilka godzin w kawiarni wystawiając twarz do słońca i rozkoszując się po prostu tym, że jesteś:)

Jeśli chodzi o mnie, to dzisiaj odpoczywałam po wczorajszym malowaniu mieszkania i troszkę sprzątałam. Po południu ucięłam sobie porządną drzemkę- to takie przyjemne, kiedy nie trzeba wstać o żadnej konkretnej porze;) a teraz powoli wybieram się na spotkanie z bliskimi gdzieś na mieście.

A jutro? Zobaczymy mam kilka planów- zobaczymy jaka będzie pogoda, ale nie ma presji, bo czy będzie deszcz czy słońce to i tak będzie mega przyjemny dzień na luzie:)



Lada moment tak będą wyglądać stoiska z owocami:)


Miłego odpoczynku!


wtorek, 30 kwietnia 2013

Jak w 3 minuty zaprzepaścić cały trening na siłowni

Szybciutki wpis, bo dużo mam dzisiaj spraw do zrobienia, ale obiecuję jeszcze jeden odnośnie tego jak fajnie spędzić weekend nigdzie nie wyjeżdżając;)

Wczoraj z całym ciałem naładowanym emocjami- nie koniecznie dobrymi wyruszyłam na siłownię trochę wcześniej niż zamierzałam. Zrobiłam trening na ręce, później zahaczyłam nieco o brzuch, zrobiłam aeroby i rozciąganie. Zadowolona weszłam do szatni, żeby się wykąpać i przebrać. Już planowałam co będę jeść po treningu, a tu w szatni, w kącie siedzi Pani, którą wcześniej widziałam na bieżni jak wylewa 7 poty pałaszuje sobie białą, spulchnioną spulchniaczami bułę....i o zgrozo zapija owocowym sokiem najniższej kategorii cenowej (czyli sam cukier i barwniki...). Strasznie mi się smutno zrobiło na ten widok, chciałam coś powiedzieć, ale odpuściłam...

Po cholerę wchodzić na tą bieżnię i się męczyć, skoro po chwili kasujemy wysiłek jakimś głupim błędem. Oczywiście lepiej się ruszać niż się nie ruszać, ale jaka przyjemność ze zjedzenia tej buły? żadna, zapchać się i tyle. Być może Pani była po całym dniu głodna, być może nie miała pieniążków na sałatkę, ale na litość! WODA i BANAN kosztują prawie tyle samo, albo banan i jogurt naturalny.

Jeśli już się męczę i pocę...to chcę mieć jakąś przyjemność z życia i po trenningu wsunąć przepyszny twarożek z tuńczykiem, albo łososia/kurczaka z ryżem. A czasami pozwalam sobie na pełną rozpustę, ale niech tą rozpustą będzie prawdziwa czekolada, a nie chemia napompowana syfem i sztuczne barwniki! Jedzmy zdrowo:)



A tutaj moje śniadanko z niedzieli, jajka już nie wsunęłam- było na drugie śniadanko.




A i sok jest świeżo wyciśnięty:)

środa, 24 kwietnia 2013

Jedz białko, węglowodany i tłuszcze w każdym posiłku!!!



Najczęściej popełniane błędy przy zmianie diety:
a)głodówka
b)zbyt lekkie posiłki
c)monotematyczna dieta

Dlaczego są złe?
Ad.a. Głodzenie się, czy "oczyszczanie organizmu" z toksyn przez 2 tygodnie to jakaś bzdura. Organizm, który nie otrzymuje regularnych posiłków magazynuje sobie tłuszcz na ciężkie czasy, bo nie wie kiedy dostarczysz mu wartości odżywczych. W ten sposób się zabezpiecza. Tylko regularne posiłki pomogą Ci zrzucić wagę, organizm przestanie magazynować tłuszcz wiedząc, że może liczyć na kolejną dawkę jedzenia.

Ad.b. Jedząc tylko warzywa i białko szkodzimy sobie, same warzywa czy same białko nie pomoże Ci w zrzuceniu wagi, a możesz rozleniwić układ trawienny. Moja mama na kolacje je sałatkę warzywną, a po godzinie rzuca się na szafkę ze słodyczami (której w ogóle w domu nie powinno być:)) i dziwi się, przecież jem zdrowo i dietetycznie. Tak, ale gdyby do sałatki zjadła kromkę pełnoziarnistego chleba z twarożkiem to nie miałaby potrzeby sięgania po cokolwiek innego, a nawet jeśli sięgnie po kawałek czekolady to po odpowiednio zbilansowanym posiłku zje jej znacznie mniej.

Ad.c. Nie wyobrażam sobie jedzenia codziennie tego samego, jedzenie ma sprawiać nam przyjemność, dlatego raz jem ryż, raz otręby, później makaron, pełnoziarniste pieczywo. Czasami zjem cukinię do obiadu, innym razem brokuła, pomidory, marchewkę czy sałatę. Nie jem jedynie jogurtów ale również maślankę i kefir. Najbardziej urozmaicam jedzenie warzywami, owocami i przyprawami, dzięki nim każdy posiłek smakuje inaczej, a organizm dostaje rozmaite witaminy i minerały.

W każdym Twoim posiłku powinno być białko (np.indyk, twarożek, tuńczyk), węglowodany (np.ryż basmanti, pełnoziarnisty makaron, WARZYWA), tłuszcze (np.oliwa z oliwek/masło). Po treningu nie powinno się jeść tłuszczy- więc oliwa z oliwek również odpada.


Przed pójściem spać trzeba zjeść coś co ma  tłuszcz- wystarczy posmarować chleb oliwą z oliwek lub prawdziwym masłem.


B.W.T - tylko taki posiłek da wam uczucie sytości, nie rozleniwi i dostarczy wszystkich wartości odżywczych!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Jak zmienić dietę, od czego zacząć?


Decyzja zapadła. Zmieniam dietę i co dalej?
Przede wszystkim zacznij teraz! W lodówce i szafkach masz pełno produktów, których nie powinnaś jeść? Zrób z nimi porządek teraz! Szkoda Ci wyrzuconych pieniędzy, ale zdrowia Ci nie szkoda. Wyrzuć je, zaoszczędzisz czas, nerwy i pieniądze na wizytach u lekarzy.

Oto moja subiektywna produktów od których trzymam się z dala:
-cukier
-biały nadmuchany chleb, bułki
-ciemny i nadmuchany chleb i bułki, które tylko grahamkami nazywają
-jasny makaron, produkty pszenne
-ryż
-parówki, kiełbasy, kabanosy, szynki 
-produkty seropodobne
-kostki rosołowe!!!! gotowe sosy
-śmietana
-produkty wędzone: wszystko łosoś, kiełbasa, ser
- gotowe produkty niewiadomego składu i pochodzenia
-kupne lody i słodycze
-słodziki
-jogurty smakowe i serki smakowe
-gotowe mrożone dania, zupki instant
-syropy smakowe! dziękuję za aspartam w syropach smakowych
-panierowane rzeczy
-kalafior
-olej
-nie piję absolutnie wody słodzonej, smakowej, gazowanej
-żadnych soków smakowych chyba że świeżo wyciskane
-cole, sprajt i tego typu napoje piję tylko gdy mam grypę żołądkową
-chipsy, krakersy

W umiarkowanych ilościach jem:

-prawdziwe sery żółte z umiarem
-szynkę drobiową gotowaną ze sprawdzonego źródła- z umiarem
-lody tradycyjne własnej roboty lub ze sprawdzonego miejsca
-suszone owoce
-orzechy, pestki dyni, słonecznik 
-owoce cytrusowe, winogrona, banany
-jajka

-kukurydza
-grzyby
-pomidory suszone
-ser mascarpone
-kawa, herbata



Jem:
-jogurty naturalne, maślanki
-twarogi chude

-tuńczyk w sosie własnym
-łosoś świeży (najlepiej), ryby
-kurczak, indyk, wołowina najlepiej filety
-ser feta
-warzywa
-jabłka, truskawki, banany, 
-zioła i świeże zioła
-miód
-otręby
-amarantus
-masło orzechowe
-ryż basmanti
-makaron pełnoziarnisty
-chleb pełnoziarnisty, razowy
-oliwa z oliwek, olej bundwigowy
-kakao, własnoręcznie zrobione desery

Tak to mniej więcej wygląda. Jak widać jem dużo różnych rzeczy, patrzę na etykiety i co najważniejsze jem co 3 godziny!

Naprawdę więcej nie trzeba żeby schudnąć. Widziałam wiele indywidualnych programów stworzonych przez dietetyków dla osób, które zmagały się z nadwagą. I nie było tam nic odkrywczego, żadnych tajemnych składników, receptur, sekretów. Tylko to! Już po kilku dniach organizm przyzwyczai się do regularnych posiłków i sam po 3 godzinach będzie się upominał.

Pamiętaj, jeżeli nie lubisz jakichś produktów to przekonuj się do nich stopniowo. Np. ja nigdy nie lubiłam brukselki, ale jak przygotowałam ją z migdałami, sosem czosnkowym, serem gran padano i feta to się zakochałam. Odzwyczajam się od soli powoli praktycznie jej nie dodając. Rób małe kroki i ciesz się z nich!

Dodaj do tego ruch dwa razy w tygodniu na początek i zobaczysz, że waga zacznie spadać. Pij wodę!!! Nawet 6 litrów dziennie, najlepiej w temperaturze pokojowej.

Tym razem się uda, bo zmieniasz sposób żywienia, to nie odchudzanie. To styl życia! I wierz mi jeśli lubisz słodkości to zdrowa dieta daje Ci mnóstwo pyszności i wyzwala kreatywność!

I jeszcze jedno, nie łam się jeśli pójdziesz na lody, albo zjesz czekoladę. Jesteś na początku drogi, masz prawo popełniać błędy, ale rób swoje!






Do następnego!

środa, 17 kwietnia 2013

Jak zacząć trenować?


Jeżeli obiecywałeś sobie wiele razy, że zaczniesz uprawiać regularnie sport i nigdy nic z tego nie wychodziło to ten post jest dla Ciebie. Jeżeli myślisz, że na siłowni trenują tylko pakerzy i bezmózgowcy to ten post jest dla Ciebie. Jeżeli po dwóch tygodniach odpuszczasz sobie wszelkie diety i zajęcia sportowe(po wcześniejszym wielkim zapale) to ten post jest również dla Ciebie!

Nie przedłużając, zacznij małymi krokami:
1.Zaparz sobie herbatkę, usiądź przy stole i na czystej kartce zapisz co chciałabyś osiągnąć. Zaznacz do kiedy chciałabyś to zrobić. Jeżeli masz chwilę czasu opisz dokładnie jak zamierzasz tego dokonać np. w poniedziałki, środy i soboty będę chodzić na siłownie lub na zajęcia grupowe, poćwiczę w domu.

Moja lista:


Od stycznia zrealizowałam część celów, ale nie wszystkie, dziś napiszę drugą listę na następne 2 miesiące.

Listę włóż do swojego organizera, naklej na szafę albo lodówkę, im częściej będziesz ją oglądać tym trudniej będzie Ci znaleźć wymówkę.

2.Jeśli masz chwilę wolnego czasu pójdź na spacer, 10-30 minut dodatkowego ruchu każdego dnia poprawi Ci nastrój i pozwoli spalić dodatkowe kalorie.

3. Kup sobie ładny strój do zajęć sportowych, taki w którym będziesz chciała się wszystkim pokazać.

4.Znajdź kogoś, kto tak jak Ty chce zacząć uprawiać sport, we dwójkę łatwiej (albo napisz do mnie).

5.Za każdym razem kiedy nie będzie Ci chciało się zabrać do treningu pomyśl o endorfinach, o tym jak wspaniale czujesz się po treningu.

6.Zacznij dziś nawet jeżeli Twój trening potrwa 20 minut, nawet jeśli miałby to być tylko energiczny spacer po okolicy. Nie wmawiaj sobie, że nie masz czasu- zobaczysz, na wszystko znajdzie się czas! Zaczniesz lepiej sypiać, łatwiej będzie Ci wstawać rano i będziesz miała więcej energii do życia! Zmiana żywienia przyjdzie "sama".

7.Obfotografuj się w bieliźnie z każdej strony i dokładnie zmierz, a jutro rano na czczo zważ. Zapisz wszystko:) Niedługo zobaczysz efekty!


I jeszcze coś o nawykach. Charles Duhigg w swojej książce jasno mówi jak zmienić nawyki.
Nasze mózgi reagują na WSKAZÓWKI, to dzięki nimi przełączają się na DZIAŁANIE wykonują czynność w oczekiwaniu NAGRODY.
Przykładowo zawsze po pracy np. o godzinie 18 (WSKAZÓWKA) siadasz na kanapie żeby odpocząć po pracy, w telewizji nic ciekawego, więc skaczesz po kanałach, dzwonisz do znajomych, parzysz kolejną kawę, a może trochę sprzątasz (DZIAŁANIE) żeby się zrelaksować po pracy (NAGRODA). Wszyscy wiemy, że to tak naprawdę żaden relaks.
Wykorzystaj ten czas na to, żeby poćwiczyć. Skorzystaj ze starej wskazówki-18.00 więc ubierasz buty i idziesz pobiegać(DZIAŁANIE), po powrocie Twoją NAGRODĄ będą endorfiny i zrelaksowany umysł.

Za pierwszym, drugim, trzecim razem musisz to po prostu zrobić, później będziesz robić to bez zastanowienia. To metoda poparta setkami badań, wielu ludzi właśnie tak zmieniło swoje życie. O nawykach będę pisać często, bo pomagają nam w codziennym życiu, a ich zmiana jest niezwykle przydatna w procesie zmiany odżywiania i stylu życia na zdrowszy:)

No to zamykamy komputer, piszemy listę i zaczynamy od dzisiaj!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Jak jeść co trzy godziny i nie zwariować?

Pewnie niejednokrotnie słyszeliście porady na temat spożywania posiłków. Specjaliści od zdrowego żywienia doradzają aby jeść mniejsze porcje, ale co trzy godziny.

Pewnie myślicie sobie teraz kto ma na to czas? Przecież to niemożliwe do wykonania kiedy się pracuje!
Nic bardziej mylnego! To jest do wykonania, powiem więcej powinniście zacząć od dziś.

Przez wiele lat jadłam śniadanie, a następny zwykle główny posiłek koło 16-17 godziny. Po ogromnej dawce kalorii obiadowych nie chciało mi się już zupełnie nic poza leżeniem na kanapie przed telewizorem, po godzinie przychodziła jeszcze ochota na coś słodkiego, o 21.30 jadłam kolacje, a o północy już spałam.

Tym sposobem dorobiłam się sporej dawki do niczego niepotrzebnego mi tłuszczyku i mega słabej kondycji.

Stopniowo zaczęłam to zmieniać, przygotowywałam więcej "obiadu" żeby po wprowadzeniu drobnych modyfikacji móc zabrać go do pracy jako lunch. Po pewnym czasie chodzenie do pracy z pojemnikami weszło mi w nawyk:) Wszyscy tylko zaglądają co dzisiaj przyniosłam, a ja nieraz się dzielę, chociaż teraz nagle wszyscy w moim pokoju zaczęli skrupulatnie przynosić lunch:)

Kilka wskazówek jak to zrobić:
1. Zaplanuj śniadanie (najlepiej max godzinę po przebudzeniu),
2. Zawsze zabieraj ze sobą do pracy lunch i podwieczorek(pracujemy zwykle 8 h a to daje dwa posiłki) dzięki temu nie będziesz kupować niezdrowych fastfoodów, żywności przetworzonej czy pączków- w dodatku zaoszczędzisz pieniądze,
3. Jedzenie do pracy przygotowuj zawsze poprzedniego dnia, najlepiej przy okazji przygotowywania posiłku zaoszczędzisz czas i energię (swoją i elektryczną), modyfikuj jedzenie np poprzez dodanie jakiegoś składnika, oliwy, sosu.
4.Przez pierwsze dni ustawiaj sobie przypomnienie, że pora jeść, po kilku dniach organizm sam zacznie Ci przypominać.
5.Jeśli nie chce Ci się przygotowywać posiłku nie rezygnuj z niego! Wrzuć do shakera banana, jabłko, garść ulubionych orzechów i trochę otrębów, zalej maślanką lub jogurtem naturalnym i wypij!
6.Pamiętaj, że każdy posiłek musi się składać z białka, węglowodanów i tłuszczu! Nie może zabraknąć ani jednego z tych składników inaczej posiłek nie będzie pełnowartościowy. Czyli np. kurczak, ryż, brokuły polane jogurtem naturalnym i oliwą z oliwek (więcej o nich w kolejnym poście).
7.Nie podjadaj! Jeśli jednak czujesz się głodna/głodny noś ze sobą garść ulubionych orzechów, owoców suszonych, albo banana.
8.Nie odmawiaj sobie słodkości, ale słodkości mądrych- najlepiej takich, które przygotujesz sam.
9.Pij wodę, będziesz wielki! :)

Na początek tyle:) Spróbujcie, warto jeśli nauczycie organizm, że będzie dostawał jedzenie regularnie, tak jak i wodę to on przestanie ją magazynować, a to oznacza utratę tkanki tłuszczowej:)

Na koniec mój wczorajszy jadłospis:) wczoraj był mój nie treningowy dzień więc zjadłam 5 posiłków, oto one;)





poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Pokonaj siebie- trening cardio!


W weekendy zawszę robię jakieś desery;-) wczoraj wcinałam przepyszny mus czekoladowy z truskawkami zrobiony w sobotę wieczorem po siłowni:) był przepyszny, bo pozwoliłam mu odstać w lodówce 24 godziny, gęsty...pyszny!

Weekend dał mi pozytywny zastrzyk energii, robiłam tylko to, na co miałam ochotę (zero sprzątania) ! Wczoraj na siłowni pobiłam swój życiowy rekord! Zazwyczaj nie robię sobie typowego treningu cardio, póki co moim celem jest jeszcze zmniejszenie tkanki tłuszczowej (w tym celu 3 razy w tygodniu maszeruję po bieżni utrzymując odpowiedni puls przez 40 minut), zarysowanie mięśni poprzez wykonywanie treningu siłowego i rozciągnięcie.

Na początku ledwo zwlekałam się na siłownię 2 razy w tygodniu, później 3 razy teraz chodzę 4-5 razy w tygodniu. 3 razy wykonuję trening siłowy i aerobowy(spalanie), przed treningiem rozgrzewam się 10 minut, a po zakończonym treningu staram się porozciągać to bardzo ważne- nie zaniedbujcie tego.

Wczoraj pokonałam samą siebie. W październiku nie byłam w stanie przebiec 3 minut bez przerwy truchtem...było słabo. Maszerowałam w ramach rozgrzewki, z czasem zaczęłam przeplatać marsz z biegiem, ale zwykle było to max 7 minut biegu. Wczoraj postawiłam na trening cardio. Przebiegłam 3 km bez zatrzymywania w czasie 20 minut! Dla niektórych to pewnie nic takiego- maratonu nie przebiegnę, ale dla mnie to ogromne osiągnięcie i niesamowita motywacja na przyszłość!

Wszystko jest w naszych głowach, nie myśl - zrób to!

W 7 minucie złapała mnie okropna kolka, nie poddałam się, powiedziałam sobie jeszcze 3 minuty, później pomyślałam "ok to jeszcze 5 minut, jeszcze 3, jeszcze 2"...i tak udało się! Dawka endorfin jaką dostałam w zamian była niesamowita. Wprowadzam taki trening na stałe do mojego rozkładu jazdy, następnym razem zamierzam zmęczyć się jeszcze bardziej i wprowadzić trening interwałowy (na zmianę szybciej i wolniej)!

A wy trenujecie swoją wytrzymałość? Ile km jesteście wstanie przebiec i w jakim czasie?
 

Pracuję nad wpisem o kilku podstawowych zasadach zmiany diety i rozpoczęciu aktywności fizycznej. Może komuś pomoże w rozpoczęciu przygody ze zmianą na lepsze:-)

JUST DO IT!


piątek, 12 kwietnia 2013

"Siła nawyku" Charles Duhigg


Czytam właśnie genialną książkę! A było to tak , weszłam do księgarni, nie szukając niczego konkretnego. Miałam chwilę czasu przed spotkaniem i chciałam zobaczyć co nowego. Żółta okładka rzuciła mi się w oczy więc już po chwili czytałam co jest na odwrocie, później pierwszą stronę, drugą i tak stojąc na środku księgarni doszłam do 50! Stwierdziłam, że muszę ją przeczytać!
Książka Charlesa Duhigg'a odpowiada na pytanie dlaczego myjemy zęby przed lub po jedzeniu, dlaczego najpierw wiążemy prawego lub lewego buta i dlaczego tak trudno nam się zmobilizować do uprawiania regularnego sportu. Książka opisuje jak zachowuje się nasz mózg wykonując czynność, która weszła nam w nawyk, jak rozpoznać wskazówki, które nasz mózg odbiera jako impuls do wykonania czynności odruchowo i jak zmienić nawyki np. zamiast pączków jeść jabłka albo wstać wcześniej na poranny jogging.
Książka jest świetna- powtarzam to drugi raz:)  Jeszcze nie przeczytałam całej, ale z pewnością lada moment skończę. Mimo wszystko chciałam przekazać Wam kilka ciekawostek, może one zachęcą Was do sięgnięcia po tę lekturę.
1.Dlaczego gdy jesteśmy np. w pracy, na zajęciach, nawet w domu i gdy tylko usłyszymy dźwięk smsa lub powiadomienie o nowym mailu wytwarza się w nas potrzeba odczytania wiadomości?
Ten dźwięk jest wskazówką, naturalnym odruchem jest ciekawość i pojawiające się pragnienie chwilowej rozrywki- przerwy w pracy. Stopniowo wyrobiliśmy w sobie zwyczaj, że jak przychodzi wiadomość od razu- odruchowo sprawdzamy skrzynkę, nagrodą jest właśnie ta chwila rozrywki, zaspokojenie ciekawości. Gdybyśmy wyłączyli głos/wibrację- wskazówkę, ludzie pracowaliby nawet kilka godzin nie mając potrzeby sprawdzania wiadomości..
2.Co powoduje, że decydujemy się wreszcie na zakup karnetu na siłownie, pierwszy jogging?
Pragnienie. Pragnienie tego, by świetnie wyglądać w bikini na plaży- na początku człowiek sobie myśli, że byłoby fajnie zmienić sylwetkę, ale szuka usprawiedliwień, później zaczyna sobie wizualizować siebie w nowym ciele, stopniowo pielęgnowane marzenie zwiększa pragnienie, które popycha nas do tego, żeby zrobić pierwszy krok. Czasami ten pierwszy krok jest efektem tego, że mamy więcej wolnego czasu, wtedy zaczynamy się uczyć nowego języka, albo zaczynamy trenować. Jak sprawić, żeby nie skończyło się na jednym treningu? Trzeba poszukać czegoś co da naszemu mózgowi wskazówkę, która po pewnym czasie sprawi, że poranny jogging będzie naszym nawykiem. Autor radzi aby koło łóżka położyć strój do biegania, albo wychodzić pobiegać zaraz po pracy, z czasem mózg będzie reagował na widok tenisówek automatycznie. Istotna jest też nagroda, dla jednych będą to endorfiny po wysiłku, dla innych pozwolenie sobie na ciastko popołudniu bez wyrzutów sumienia. Schemat zawsze jest taki sam. Wskazówka->zwyczaj->nagroda, a wszystko opiera się na pragnieniu.
Jeżeli więc czegoś pragniecie zaprogramujcie się na to, to działa;) Zanim ta książka trafiła w moje ręce podświadomie działałam w ten sposób. Od kilku miesięcy pracuję nad swoją sylwetką, zawsze gdy mam ochotę na jakiś sklepowy słodycz wyobrażam sobie cel, który chcę osiągnąć, a mianowicie moją zadowoloną minę na plaży:) zazwyczaj działa;)
Dzisiaj niestety nie wyobraziłam sobie tego:P i zjadłam czekoladowego cukiera, o tym również autor pisze, jesteśmy tak zaprogramowani, że widząc otwarte pudełko czekoladek przed nami będziemy sobie wyobrażać smak czekolady i ten przypływ radości w postaci zastrzyku cukru. Bardzo często smak nas rozczaruje, bo daleki będzie od naszych wyobrażeń (tak było ze mną dzisiaj), ale tacy już jesteśmy i na tym również bazuje marketing, ale o tym w następnym wpisie :-)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Zmień swoje życie- TERAZ!





Czasami są takie chwile w życiu, gdy nie wiesz dokąd zmierzasz. Nad Twoją głową kumulują się stresujące sytuacje, nie zawsze dotyczące bezpośrednio nas, mogą one dotykać ludzi, na których nam zależy... Czasami człowiek wątpi we wszystko co robi, we wszystko co dzieje się dookoła, w sens życia.... 
Można powiedzieć, że ja tak właśnie mam. I chociaż nie mogę narzekać na moje życie, każdy dzień jest względnie spokojny, na swoich barkach noszę mnóstwo lęków, uprzedzeń, zmartwień. Martwię się przeszłością i przyszłością. Martwię się swoimi decyzjami i tym jakie będą ich konsekwencje, martwię się zdrowiem swoim i moich bliskich, problemami, które trawią moją rodzinę, mój związek. Jestem rozdrażniona, nazbyt poważna...
Odżywam wieczorami po powrocie z pracy i w weekendy, wtedy wyłączam się zupełnie z problemów i po prostu jestem. Spędzam aktywnie czas, czytam, gotuję, myślę o swoich potrzebach, planuję, trenuję. W walce ze stresem bardzo pomagają mi regularne treningi na siłowni. Od około 5 lat z większą lub mniejszą częstotliwością ruszam się. Wcześniej byłam zapisana do klubu fitness, chodziłam na różne zajęcia z hantlami, stepem, linkami, piłką,próbowałam elementów jogi, ATB, TBC i wszystkiego co się dało. Niby czułam się dobrze, ale moje ciało jedynie nieco się wzmocniło poprzez taką formę treningu, nie udało mi się wyrzeźbić ciała ani też schudnąć. Rzadko chodziłam na spacery, o bieganiu nie było mowy, niby chciałam niby nie, brakowało motywacji. 
W pewnym sensie zamknęłam się w bańce, którą nazywa się "praca". Praca, dom, wakacje, praca, dom, wakacje. Przestałam czytać książki, choć tak bardzo kiedyś to lubiłam. Zadowalałam się gazetami, publicystyką. Ciągle wchodziłam na facebooka zainstalowanego na telefonie, marnowałam mnóstwo czasu, którego po pracy i tak było niewiele. Jadłam średnio, korzystając z produktów zawierających mnóstwo konserwantów. Przestałam się uczyć języków z powodu braku czasu i siły po pracy. Moja samoocena spadała.
Dwa lata temu zapisałam się na siłownię, miałam do dostępu wszystko łącznie z fitnessem i basenem, nowe świetne sprzęty, ale kompletnie brakowało mi wiedzy o tym jak ćwiczyć, co ćwiczyć i na jakich maszynach, więc wmówiłam sobie, że przychodzę tam zwyczajnie się poruszać. Do menu wprowadziłam samodzielnie przygotowywane twarożki i tuńczyka po treningu. Korzystałam z basenu, sauny, orbitreków, rowerka, bieżni i czasami z zajęć fitness. Nie miałam żadnego konkretnego planu niczego do czego dążyłam. Niby chciałam zrzucić, zwiększyć wytrzymałość, wysmuklić się, ujędrnić, ale tak naprawdę nic w tym kierunku nie robiłam. Brakowało planu, celów i systematyczności. Łatwo znajdywały się wymówki. Tak samo było z jedzeniem, niby chciałam jeść zdrowiej, ale robiłam bardzo, bardzo małe kroki w tym kierunku.
W październiku 2012 powiedziałam "zaczynam biegać" no i zaczęłam, pogoda pozwoliła mi na kilka naprawdę fajnych joggingów w terenie, później przerzuciłam się na bieżnie. Początkowo byłam załamana tym jak słabą mam kondycję, ale nie poddałam się. Poza bieżnią chodziłam na zajęcia fitness. Waga ani drgnęła, poprawiłam trochę kondycję i to wszystko. Do końca roku zdecydowanie zrezygnowałam z wielu niezbyt zdrowych- przynajmniej dla mnie produktów spożywczych. Przestałam pić kawę, czerwone wino, mocną herbatę i jeść żółty ser- wszystkie te składniki powodowały u mnie migreny, już wcześniej odstawiłam jedzone sporadycznie ale jednak wszelkie fast foody, parówki, kiełbasy, gotowe mieszkanki przypraw, kostki rosołowe itp.
Po świętach znajomy namówił mnie na trening siłowy, spróbowałam. Na drugi dzień nie mogłam wstać ani usiąść. Po tygodniu powtórzyłam  jednak trening, po dwóch dniach znowu, znowu i znowu. Zaczęłam pilnować regularnego jedzenia co 3 godziny, wprowadziłam więcej warzyw, ograniczyłam wszystko to, co gotowe, zrezygnowałam z wszelkich wędlin, definitywnie z jasnego pieczywa, jasnych makaronów i kiepskiej jakości ryżu. Jeszcze bardziej zaprzyjaźniłam się z otrębami. Pod koniec lutego waga zaczęła spadać. W marcu sama zauważyłam różnicę- musiałam schować do szafy wszystkie spodnie i wyciągnąć te z przed lat. Wróciłam do mojej wagi z liceum!
Dzisiaj zaliczyłam spokojny trening na świeżym powietrzu, korzystając z okazji, że nareszcie zrobiło się trochę cieplej. Trenuję, pracuję nad wynikami, moja pupa wreszcie jest na swoim miejscu i wygląda tak jak bym chciała:) drobiłam się "małego" bicepsa, którego uwielbiam. Wysmukliłam się, na rękach i udach, nie ma już żadnych "firanek" nic się nie trzęsie;) Zostało mi jeszcze spore wyzwanie z brzuchem, na nim jest jeszcze całkiem sporo tłuszczyku, choć przebija się powoli zarys mięśni.
Dlaczego o tym piszę? Bo w moim życiu nadszedł czas na pewne zmiany. Mam nadzieję, że jak najbardziej pozytywne:) 
Dzięki temu, że zaczęłam ćwiczyć, podniosła się moja samoocena, zobaczyłam, że jeśli chcę mogę! Dlatego teraz zamierzam zmienić jeszcze inne rzeczy w moim życiu. I o tym będzie ten blog, żeby próbować przekraczać siebie i żeby małymi kroczkami dążyć do celów, nawet tych będących jeszcze daleko, daleko przed nami!