środa, 29 maja 2013

"Dom ciszy" Orhan Pamuk



"Wciąż rozmyślam i dochodzę do wniosku, że to, co nazywamy życiem, co naszym zdaniem bezpowrotnie zużywamy, jest dziwnym i niewytłumaczalnym zjawiskiem- nikt nie potrafi powiedzieć, dlaczego należące do niego życie jest właśnie takie, a nie inne. Czekasz i czekasz, a ono prowadzi cię z miejsca na miejsce, nikt nie wie dlaczego, i gdy tak się przemieszczasz, w głowie kłębią ci się rozmaite myśli, zastanawiasz się, skąd i dokąd idziesz. I gdy uświadamiasz sobie, że to dziwne myśli, ani prawdziwe, ani fałszywe, do niczego nie prowadzące, okazuje się, że tu się podróż kończy"*

Przeczytałam właśnie drugą książkę noblisty Orhana Pamuka. Pierwszą, którą przeczytałam był "Biały Zamek" (który nawiasem mówiąc nie zachwycił mnie, spodziewałam się czegoś innego, ale może wrócę do niego za kilka lat). Kiedy zaczęłam czytać "Dom ciszy" powiedziałam znajomym "taka sobie, nie zachwyca, niczym się nie wyróżnia". Czytało mi się dobrze; konwencja książki, w której bohaterzy w kolejnych rozdziałach opowiadają historię w pierwszej osobie bardzo mi się podobała (choć dla mnie mistrzem w tym temacie jest Mario Vargas Llosa). Historia bohaterów z jednej strony banalna, z drugiej jednak bardzo smutna, przytłaczająca. Samotność, wyobcowanie, kompleksy, a zarazem poczucie wyższości nad innymi pojawiało się na (prawie) każdej stronie, tworząc specyficzną atmosferę powieści.
Niby nic się nie dzieje, a jednak dzieje się bardzo wiele i choć czytelnik ma nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży, a w najlepszym wypadku pozostanie bez zmian tak się nie dzieje. Koniec zaskakuje i każe czytelnikowi myśleć, zastanawiać się i dociekać, cofać się do początku i tworzyć w głowie ciąg dalszy...

Dla mnie właśnie takie książki są najlepsze, te które "są ze mną dłuższy czas" sprawiają, że zastanawiam się nad historią, wyborami bohaterów i nad swoim życiem. Polecam tym, którzy lubią szukać sensu i mniej lub bardziej ukrytych znaczeń.

Lubicie czytać? Dla mnie czytanie na łonie natury to jeden z fajniejszych sposobów na uspokojenie myśli i relaks...


*cytat pochodzi z książki "Dom ciszy" Orhan Pamuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

czwartek, 23 maja 2013

Zdrowe posiłki w pracy!

Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na zmianę diety, a przede wszystkim na zmianę częstotliwości i wielkości spożywanych posiłków. Teraz jem regularnie co 3 godziny bez względu na to czy jestem w delegacji, na urodzinach u koleżanki czy w pociągu.

Tak jak Wy codziennie chodzę do pracy i w tej pracy jem średnio dwa posiłki z pięciu każdego dnia. Co zabieram ze sobą?

Zazwyczaj jeden posiłek stanowią owoce najlepiej w formie koktajlu z kefirem/maślanką/jogurtem naturalnym, a drugi przygotowany wcześniej ryż/makaron z indykiem/łososiem/tuńczykiem i warzywami, w te dni kiedy nic mi się nie chce jem najpierw surowego banana, jabłko i trochę orzechów, a na kolejny posiłek pożywną kanapkę.

Tak więc u mnie w pracy stoi blender:) a ja każdego dnia przynoszę ze sobą świeże jedzenie.

Jest kilka korzyści:
-jem regularnie, a to wiadomo lepsza sylwetka, zdrowie
-siłą rzeczy robię sobie przerwy w pracy z korzyścią dla całego organizmu
-nie kusi mnie, żeby zamówić pizze, albo kupić drożdżówkę, bo mam ze sobą jedzenie
-w domu po przygotowuje więcej jedzenia przy jednym gotowaniu poświęcając na to mniej czasu, pieniędzy i brudnych naczyń niżeli gotując każdego każdego dnia;)

Koktajle są super wystarczy dodać trochę miodu i cynamonu i zdrowy i pożywny słodycz gotowy:)


wtorek, 14 maja 2013

Dieta, słodycze i słabsze dni...


Jak widać na załączonym obrazku dzisiaj mam słabszy dzień. Co prawda na zdjęciu nie ma jednej czekoladki, ale w efekcie końcowym spróbowałam praktycznie każdego rodzaju:) Zjadłam pół opakowania!
Ale warto było, bo bardziej od tych pięknie wykonanych czekoladek smakują mi inne rzeczy: dzisiejszy obiad, zdrowa sałatka, otrębowy deser z ciemną czekoladą, a gdybym nie zjadła tych czekoladek nie wiedziałabym o tym. To chyba znak, że moje kubki smakowe powoli zmieniają upodobania:) Może można się oduczyć jedzenia "kupnych" niezdrowych i nic nie wnoszących do naszego menu słodyczy?




Oczy cieszą bardzo, ale kubki smakowe i żołądek bardziej ucieszył dzisiaj mój dzisiejszy obiadek- kurczak curry+chilli+sos sojowy+sezam+pomidor+ryż basmanti....mniam!



Nieważne, że sobie pofolgowałam, ważne, że dzięki temu wiem, że już mi to nie smakuje i następnym razem przypomnę sobie, że zjedzenie tych czekolady nie sprawiło mi takiej radości jak kiedyś, w zamian za to zrobię sobie makaron z parmezanem:)

Słodkich snów:)

poniedziałek, 13 maja 2013

Dieta i trening, a odporność.


Źródło: http://www.mosir.elk.com.pl/fitness/


Odporność to takie coś, czego nie zauważamy dopóki nie mamy z nią problemu. Ja zdecydowanie miałam w ubiegłym roku spory problem z odpornością. Byłam chora dokładnie co 2 miesiące: luty, kwiecień, lipiec, wrzesień, listopad, grudzień. Generalnie infekcje były zazwyczaj przynajmniej 4 dniowe, dobre trzy razy skończyło się leczeniem zapalenia zatok, a raz to nawet dostałam sterydy...cudowna historia, jadłam witaminy, tran, co się dało. W sylwestra zrobiła mi się na ustach opryszczka, a tydzień później druga, znowu...poszłam do lekarza, dostałam lekarstwo i skierowanie na badania krwi, bo to przecież nie jest normalne, żeby tak często chorować...

Zanim do porządku wyleczyłam opryszczkę rozpoczęłam prawdziwą zmianę diety i regularne treningi. 
Dzisiaj mamy 13.05.2013 ani razu od tamtego czasu nie byłam u lekarza;) poza chirurgiem:P
Żadnych infekcji, niedoborów magnezu, wyprysków. No i jestem, niestety mam 3 tygodniową przerwę w intensywnych ćwiczeniach ze względu na zabieg chirurgiczny, ale wczoraj już pociłam się na macie robiąc brzuszki:)

A więc jestem doskonałym przykładem na to, jak bardzo nasz organizm uzależniony jest od tego, czym go karmimy. Kiedyś wydawało mi się, że jem zdrowo, bo nie używam oleju, nie jem białego pieczywa i ziemniaków, ale to oczywiście nie była prawda. Przede wszystkim moja dieta była uboga, generalnie jadłam praktycznie to samo...teraz wcinam mnóstwo orzechów, suszonych owoców, słonecznika, pestek dyni, ryżu, owoców, warzyw, jogurtów naturalnych. Staram się jeść tylko to, co sama zrobię i tyczy się to wszystkiego.

Nagle skończyły się również moje problemy z krwawieniem z nosa, migreny... mogę swobodnie wypić 3 małe filiżanki kawy z mlekiem (czego nie polecam, ale przez pół roku w ogóle nie piłam kawy, bo następnego dnia albo wieczorem miałam migrenę) i wszystko jest wporządku.

Dieta ma ogromne znaczenie na nasze zdrowie. Ogromne, jeśli nie wierzycie sami zobaczcie, mnóstwo waszych dolegliwości możecie "wyleczyć" zmianą diety, dieta wspomagana ćwiczeniami to już pieszczota dla naszych organizmu i mózgu również;) Odkąd ćwiczę czuję się dużo lepiej, weselsza i mniej zestresowana, łatwiej jest mi czarne myśli i stresy dnia codziennego odłożyć na bok:)

Trzymam kciuki za Was, jak Wy dbacie o swoje organizmy?

czwartek, 9 maja 2013

Słodycze na diecie.



Nie potrafisz zrezygnować z jedzenia słodyczy i to zawsze sprawia, że się poddajesz i rezygnujesz z diety? Zupełnie niesłusznie, oczywiście cudownie byłoby gdyby nie ciągnęło nas do jedzenia słodyczy, gdybyśmy mogli odstawić je raz na zawsze i nigdy nie wracać, ale niektórym z nas rezygnacja ze słodyczy przychodzi bardzo ciężko.

Ja również bardzo często ostro walczę ze sobą, żeby nie kupić, nie zjeść...nie dać się małemu ciasteczkowemu potworowi, który siedzi we mnie. Mam kilka zasad, których od pewnego czasu nie łamię.

Oto i one:
1.Nigdy nie podjadam słodkiego. Jeśli naprawdę mam ochotę na coś "słodkiego" wliczam te kalorie w posiłek- słodkie jem od razu po odpowiednio zmniejszonym posiłku, dzięki temu, zjem dwa ciasteczka a nie 10.
2.W sklepie omijam alejki ze słodyczami. Mój mózg- i nie tylko mój, bo każdy mózg jest skonstruowany tak, ze jak widzi słodkie to od razu uruchamia ślinotok i przypomina o endorfinach, które zwykle towarzyszyły danemu jedzeniu.
3.Nie kupuję syfów w sklepie. Jeżeli mam ochotę na jakieś sklepowe ciastka, patrzę na etykietę, gdy jest tam coś, co wygląda podejrzanie od razu odkładam na półkę-, odkładam i decyduję, że jak mam jeść syf to wolę przygotować coś słodkiego w domu.


4.Patrzę na cenę produktu- 5 zł za paczkę niezdrowych ciastek? Nie dziękuję, te 5 zł dołożę do np. słoiczka prawdziwych oliwek, które uwielbiam albo kupię za to truskawki- coś co lubię. Można też takie zaoszczędzone na słodyczach pieniądze wrzucać do specjalnej skarbonki i za to kupić sobie jakiś ciuch- przy zmianie diety w pewnym momencie konieczne będzie kupienie nowych ciuchów;)
5.Staram się mieć w domu coś co nazywam zdrowym słodyczem:
-jogurt naturalny+banan+truskawki + 2 łyżki masła orzechowego- z powodzeniem zastępuje cały posiłek, a jest PRZEPYSZNE!
-ciemna czekolada gorzka(prawdziwa) + otręby + orzechy(takie, które lubisz) + kokos,suszone owoce, świeży banan(opcjonalnie)
-w dzień rozpusty:) biała czekolada(dobrej jakości) + żurawina + migdały = absolutnie przepyszne;)
-galaretka
-owoce
-prawdziwy dżem

Te zestawy w moim przypadku zawsze się sprawdzają, wszystko przygotowuje się szybko, a ja nie mam później problemów żołądkowych ani też wyrzutów sumienia. Takie "desery" można jeść nawet codziennie- pomijając wersję z białą czekoladą(wiadomo biała czekolada to nie to samo co ciemna gorzka), ale nigdy jako coś dodatkowego- te kalorie trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu dziennego menu.


To co? Co dzisiaj jemy?

poniedziałek, 6 maja 2013

Zdrowe podejście do zdrowego jedzenia!


Jak minął Wam długi weekend? Jesteście wypoczęci czy raczej bardziej zmęczeni? Mój weekend był cudowny, pełen śmiechu, radosnych rozmów i spotkań z bliskimi, żałuję, że tak szybko się skończył. Pogoda dopisała średnio, było raczej deszczowo, ale nie przeszkodziło nam to w grillowaniu- grill elektryczny to coś pięknego, ale nie powiem, wczoraj kiedy słoneczko wreszcie się pokazało i można było pogrillować na świeżym powietrzu- smakowało mi najbardziej.



Jak widać nie był to tradycyjny polski grill z kiełbachą i ketchupem, zamiast tego był kurczak (znowu:)) brokuły i fasolka szparagowa, ryż- oczywiście nie z grilla;) i sos jogurtowy.
Wszystko smakowało świeżo i zdrowo, a gdyby tego było mało przygotowałam deser:)


Nie udało mi się upolować truskawek niestety, więc deser mascarpone był z jabłkami i cynamonem- pycha! Na szczęście zrobiłam za dużo i dziś spałaszowałam dodatkową porcję:)

Mam nadzieję, że mimo wszystko udało się Wam trochę pospacerować i nacieszyć się początkiem maja. Pogoda lubi nam płatać figle, ale to nie powód do narzekania:)

A jak Wasze weekendowe treningi? Była jakaś aktywność fizyczna?
Mam nadzieję, że nie szaleliście zbytnio z jedzeniem, chodzi mi o to, że zmieniając dietę na zdrową nie powinniśmy myśleć na zasadzie, "aaaa dzisiaj jest weekend to mogę sobie pozwolić na kebaba", kebab nigdy dobry nie jest- chyba że zrobicie go samodzielnie to można się kłócić, fast food nigdy nie jest dobry, kiedy jesteśmy np. w galerii handlowej i dookoła same "maki"" lepiej zamiast 1000 pustych kalorii wypić owocowy koktajl z jogurtem bez cukru- naprawdę. Owoce z jogurtem pięknie sycą i dają mnóstwo energii. Z czasem zauważycie, że Wasz żołądek będzie się buntował przed wszystkim co sztuczne.



Poniedziałek- no to co? Siłownia! :)

czwartek, 2 maja 2013

Znowu kurczak???!

Osoby dające o zdrowe odżywianie najczęściej sięgają po białko z mięsa białego- kurczak, indyk, królik. Z tych trzech najczęściej sięgamy po kurczaka, czasami jemy go codziennie, co powoduje, że nudzi nam się jego smak, a do tego nie chcemy dopuścić:)

Białe mięso jest idealne do kulinarnych eksperymentów. Kurczaka i indyka można jeść praktycznie z wszystkim, wystarczy przyprawić musztardą, oblać na grillu piwem, posypać ziołami prowansalskimi, obłożyć słodką papryką, podsmażyć z miodem i pomarańczą- żeby smakował inaczej i wyjątkowo.

Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia, dlatego zachęcam Was do eksperymentowania ze smakami:) możecie również bawić się dodatkami do kurczaka- zmieniać konfigurację warzyw, dodać sos czosnkowy, musztardowy, cytrynowo-miodowy itp.

Kilka moich kulinarnych podróży z tego tygodnia:
1.Indyk w sosie sojowym i zielonym curry z fasolką szparagową i ryżem basmanti.

 

2. Kurczak z ziołami prowansalskimi i papryką słodką i pieprzem cayenne, ryżem basmanti, marchewką surową i jabłkiem:-)


3. Ten sam kurczak co wyżej (z papryką i ziołami prowansalskimi) z ryżem basmanti, selerem naciowym i pomarańczą- pychota!


 4. Indyk z grilla polany piwem i cytryną, pełnoziarnisty chleb, ogórek i rzodkiewka.


5. Indyk z chilli, pomidorami, serem feta, makaronem pełnoziarnistym i jogurtem naturalnym- na zimno.

Jest wiele opcji  z ryżem, kaszą, kuskus, makaronem, od biedy z ziemniakami:P 
Ale mimo wszystko zachęcam do sięgania po indyka częściej. Równie ważne jest sięganie po rybki, na tyle na ile jest to możliwe w waszym przypadku. Jeżeli nie macie dostępu do surowych to polecam tuńczyka;) Wczoraj jadłam pysznego z oliwkami, fasolką szparagowa, chilli i parmezanem:) mmmm....

A i jeszcze wczorajsze odkrycie: sałata, oliwa z oliwek, pestki dyni, oliwki ciemne, suszona żurawina, papryka-> pychota, żurawina pasuje tam cudowanie:)

Miłego dnia, u mnie dziś pada, więc ruszam do ikei na zakupy, później książka, a wieczorem kolacja z przyjaciółmi:) 

środa, 1 maja 2013

Poczuj się jak na wakacjach w swoim mieście;)


Nareszcie upragniona majówka. Dla niektórych czas upragnionego wyjazdu, dla innych wolny, niezorganizowany czas. W tym roku należę, do wszystkich tych, którzy z różnych względów nigdzie nie pojechali, ale i tak planuję cudowny weekend:)

Nawet we własnym mieście, bez względu na to gdzie mieszkasz możesz się poczuć jak na urlopie. Jak to zrobić? Przede wszystkim rozluźnij się;) Nastaw swoje myślenie na odpoczywanie. Zrób to, co zawsze sprawia Ci przyjemność gdy jesteś na wakacjach. Pójdź na targ- kupić świeże produkty, porozmawiać z ludźmi, porobić zdjęcia. Umów się na późne śniadanie ze znajomymi w jakiejś knajpce. Poczytaj książkę/gazetę w parku. Zrób sobie ze znajomymi maraton filmowy, albo pójdź do kina na jakiś film kina niezależnego, wybierz się do teatru, cokolwiek będziesz robić przede wszystkim załóż komfortowe ubranie wakacyjne i niczym się nie przejmuj:)



Pogoda nie popsuje Ci planów jeśli będziesz mieć plan awaryjny na wypadek deszczu.
Plan to podstawa np: słońce: rower, deszcz: maraton filmowy, dzięki temu nie zmarnujesz całego dnia w łóżku jak tylko zobaczysz deszcz za oknem.



Oczywiście nie musisz planować co do godziny, co będziesz robić, ale pomyśl nad tym jak chciałabyś spędzić każdy dzień majówki. U mnie dzisiaj kiepska pogoda, idealna na planowanie:)

Kilka pomysłów:
-piknik ze znajomymi/wycieczkę rowerową w tym celu przygotuję jakieś zdrowe smakołyki i sprawdzę stan roweru po zimie
-przeleżę cały dzień w łóżku czytając książkę, zrobię sobie dzień spa i upiekę zdrowe ciasto w ramach podróży kulinarnej
-zaproszę/dam się zaprosić znajomym na pogaduchy/ wspólne gotowanie np. pizza lub sushi
-zaplanuję założenie "ogródka" na balkonie, wybiorę albo posadzę kwiaty
-zrobię przemeblowanie o którym dawno temu myślałam/pomaluję ściany- tylko to ma być przyjemność, więc zrób to tylko wtedy jeżeli w ten sposób odpoczniesz- umysłowo, ja uwielbiam aktywne spędzanie czasu
-jakieś domowe robótki DIY może chcesz uszyć sobie poszewki na poduszki, albo przygotować "wieszak na bizuterie"
-opalanie w ogrodzie/spacer do lasu/zdrowe grillowanie

Przede wszystkim pozwól sobie się zapomnieć. Twój plan na dzień to powłóczyć się po mieście? Zapomnij się, przesiedź kilka godzin w kawiarni wystawiając twarz do słońca i rozkoszując się po prostu tym, że jesteś:)

Jeśli chodzi o mnie, to dzisiaj odpoczywałam po wczorajszym malowaniu mieszkania i troszkę sprzątałam. Po południu ucięłam sobie porządną drzemkę- to takie przyjemne, kiedy nie trzeba wstać o żadnej konkretnej porze;) a teraz powoli wybieram się na spotkanie z bliskimi gdzieś na mieście.

A jutro? Zobaczymy mam kilka planów- zobaczymy jaka będzie pogoda, ale nie ma presji, bo czy będzie deszcz czy słońce to i tak będzie mega przyjemny dzień na luzie:)



Lada moment tak będą wyglądać stoiska z owocami:)


Miłego odpoczynku!