środa, 23 lipca 2014

Co Polak je na plaży. Czym karmimy swoje dzieci?


 Niedzielne popołudnie. Upał. Leżę na plaży nad jeziorem. Rozglądam się, dookoła wyjątkowo dużo ludzi, ale i upał jakby bardziej nieznośny niż zwykle. Obserwuję rodziny wypoczywające nad wodą. Oto co widzę: frytki, chipsy, zapiekanki, krakersy, ciastka i piwo. Wszędzie piwo i fast foody. Nigdzie nie widzę dziecka popijającego wodę, wokoło napoje gazowane i soki. Nie widzę nikogo, kto swoje dziecko częstuje owocem. Nie widzę nikogo, kto przyniósł ze sobą coś innego niż fast food. Jestem przerażona.

Na plaży spotykam moją bardzo dobrą koleżankę. Właśnie opiekuje się dwuletnią dziewczynką, której mama odpoczywa na kocu, a raczej pracuje nad hebanem, bo skóra już solidnie zaczerwieniona. Kiedy podchodzę do niej pierwszy raz mała pałaszuje draże, przy drugim razie wcina krakersy. Myślę sobie "świetna dieta dla dwuletniego dziecka". Pewnie mama nie miała czasu nic przygotować i po prostu zabrała to, co miała w domu, albo to, co wpadło jej w ręce w sklepie. Hmm...wychodzi na to, że wszystkie mamy były tak zajęte, że nie miały czasu umyć owoców i zabrać ich ze sobą. Rozkroić arbuza, ananasa, zabrać umyte czereśnie albo nektaryny.... Zdecydowanie dużo łatwiej jest kupić dziecku smażone na starym oleju fryty z budki, doprawić napojem gazowanym i mieć spokój. A w razie czego otworzyć paczkę chipsów i dzieci zachwycone. Dramat.

Ja wszystko rozumiem, że brakuje czasu, że zabiegani jesteśmy, że są wakacje, że się nie chce. Wszystko rozumiem, ale kurcze bez przesady! Nie zasłaniajmy się brakiem czasu, kiedy tutaj o kompletne lenistwo i ignorancję chodzi. Drodzy rodzice czy zdajecie sobie sprawę z tego, że jesteście odpowiedzialni za przyszłe nawyki żywieniowe Waszych dzieci? Za ich przyszłe problemy zdrowotne? Nie daj Boże otyłość albo cukrzycę?

Co zabrałam ja? Na pięć godzin na plaży zabrałam butelkę wody, ćwiartkę arbuza pokrojonego tak, żeby można było wygodnie jeść widelcem, sałatkę z makaronem, rukolą, pomidorami, bazylią i parmezanem. Przygotowanie tego zestawu naprawdę zajęło mi 10 minut. Czy czuję się przez to lepsza? To zupełnie nie o to chodzi, siedząc tam na plaży cieszyłam się, że pracuję nad sobą, że nie idę na łatwiznę, że mi się chce, a jak mi się nie chce to przekonuję samą siebie, że warto. Nie jestem święta, popełniam błędy, jak każdy, ale staram się być coraz bardziej świadomym konsumentem, a jednocześnie nie zwariować. I nie zwariowałam, po prostu widzę to, czego niektórzy starają się nie zauważać...


Z pewnością moje obserwacje zostały zaostrzone przez książkę, którą czytam i czytałam również na plaży. Serdecznie polecam ją każdemu, kto chce poszerzyć wiedzę z zakresu zdrowego żywienia, a szczególnie rodzicom, żeby zastanowili się czy ich dzieci rzeczywiście potrzebują kolejnej paczki ciastek.




3 komentarze:

  1. Ja jestem gdzieś po środku- zdarza mi się zabierać na plażę niezdrowe przekąski ale jeżeli chodzi o picie to zdecydowanie stawiam na wodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją jedyną zmorą z którą mam problem, żeby się opanować to chipsy, jak ktoś kupi to nie zawsze umiem sobie odpuścić, a wiadomo człowiek weźmie jednego i jest stracony. Ja nigdy nie kupuję. Mocno ograniczyła takie przekąski już w tamtym roku. Dobrze, że zabierzesz wodę, najlepiej gasi pragnienie:)

      Usuń
  2. Niestety wraz z napływem niekoniecznie dobrej mody z zachodu,mamy idą na skróty i karmią swoje dzieci tak samo jak siebie. Byle jak. Chociaż odnoszę wrażenie,że i tak wraz z trendem na slow i zdrowe żywienie jest lepiej. Kiedy ja byłam mała dla dzieci kupowalo się bobofruty o które trzeba było powalczyć ;) babcia scierala na szklanej tarce mus jabłkowy i szykowala potrawke z cielęciny ! Kiedyś było lepiej :) ja na plażę czy nad wodę zawsze biorę wodę,i właśnie pokrojone owoce :)

    OdpowiedzUsuń