piątek, 1 sierpnia 2014

Inwestuj w siebie. Rozwijaj się.




Odkryłam prawdę oczywistą. Nie wszyscy są tacy jak ja (i to akurat dobrze). Zasadniczo jestem osobą energiczną i kiedy w mojej głowie pojawi się jakiś pomysł to szybko przechodzę do jego realizacji. "Nie chce mi się", każdy tak czasami mówi, ja również, ale częściej słyszę "Ty nie umiesz siedzieć na tyłku i nic nie robić". Przyznaję mam z tym problem, ale bardziej martwi mnie bierność i zaniedbywanie talentów u ludzi.

Jest coś takiego jak "tumiwisizm", wedle słownika języka polskiego jest to ostentacyjnie bierna postawa wobec wszystkiego. Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy taką postawę reprezentują, ale znam całe mnóstwo wymówkowiczów:

Nie zrobię tego, bo nie mam siły; późno wróciłam z pracy; wysyłanie CV i tak nie ma sensu; co ja będę za takie grosze pracować; i tak nie schudnę; coś mi się od życia należy; przecież zdrowe odżywianie jest drogie; we wszystkim jest chemia; na coś trzeba umrzeć; po co mi znajomość hiszpańskiego; wolę serial obejrzeć; nie mam czasu na hobby; pada; dzisiaj nie dam rady...

Można wymyślać w nieskończoność. Dlaczego o tym piszę? Bo mi się chce. Chce mi się, bo wiem, że podejmując się różnych zadań/wyzwań lepiej poznaję siebie, świat i innych ludzi.

Mam taką koleżankę, narzekała, że nic ciekawego w jej życiu się nie dzieje, że na studiach nie ma fajnych znajomych, że ciągle siedzi w domu i ogląda seriale (ale zawsze jak ktoś do niej pisze w sprawie kawy czy spotkania to ma wymówkę). Mówię do niej: "to może zapisz się na siłownię, taniec, do szkoły językowej, koła fanów teatru- gdzieś, gdzie poznasz ludzi, z którymi będziesz dzielić te same zainteresowania". Usłyszałam, że nie lubi sportu, tańczyć się wstydzi, nauka języka nie jest jej do niczego potrzebna, a do teatru nie chodzi... Ręce mi opadły. Chciało by się rzec: to czego Ty oczekujesz? Że ktoś zmieni Twoje życie za Ciebie? Chcesz być widzem czy reżyserem swojego życia?

Dlaczego ludzie zawsze myślą: "nie uczę się hiszpańskiego, bo go nie potrzebuję". Dobrze, może teraz nie potrzebujesz, ale jaką masz gwarancję, że za rok nie przejdzie Ci koło nosa praca życia właśnie dlatego, że nie znasz hiszpańskiego. I tu nie chodzi o naukę języków tylko o inwestowanie w siebie. Chcesz, żeby ludzie Ciebie szanowali. A Ty szanowałbyś kogoś, komu się nic nie chce i kto do wszystkiego zabiera się jak pies do jeża? Dlaczego ludzie zawsze myślą; "nie staram się, bo mi za to nie płacą, jak dostanę podwyżkę to się postaram", aha czyli pracodawca ma dać Ci podwyżkę "na zachętę"? Najpierw daj coś od siebie światu, a dopiero później oczekuj nagrody!

Mi się chce. Chce mi się czytać książki; chce mi się biegać, niejednokrotnie nawet w deszczu; chce mi się czytać etykiety w sklepie; chce mi się zmieniać nawyki i pracować nad sobą. Chce mi się, bo gdyby mi się nie chciało to czułabym, że marnuję czas i mój potencjał. Praca nad sobą nie przychodzi mi bez trudu, niejednokrotnie zmuszam się do działania, do wstania z kanapy, pójścia na trening, otwarcia książki, ale wiem dlaczego to robię i wiem, że warto.

Łatwo jest krytykować innych, trudniej jest zobaczyć wady u siebie. Ja swoje znam, ale znam też kilka zalet i uważam, że największe marnotrawstwo w życiu to nie rozwijanie talentów, a każdy jakiś ma. Dzisiaj mam dla Ciebie propozycję, usiądź przed pustą kartką papieru i napisz 7 rzeczy, które robisz dobrze. Niech to będą konkretne czynności np. dobrze szyję albo dobrze opowiadam kawały, a nie cechy charakteru. Skup się na tym co robisz dobrze, zastanów się jak możesz jeszcze rozwinąć swoje umiejętności. Zazwyczaj skupiamy się na wadach zaniedbując zalety i marnotrawiąc talenty, które w nas drzemią, dlatego dzisiaj myśl o tym w czym jesteś dobra/y. 

Najlepszym sposobem na rozwój jest wsłuchanie się w siebie i kontakt z inspirującymi ludźmi, którym się chce, bo charyzmatyczne osoby inspirują innych, porywają ich do działania, stawiania sobie wyzwań, nie te siedzące w domu i zastanawiające się "po co".

Będzie mi bardzo miło jeśli podzielisz się ze mną swoim talentem, pochwalisz w czym jesteś dobry/a, albo w jaki sposób pracujesz nad sobą, albo kto Cię inspiruje:)



8 komentarzy:

  1. Mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami rękami i nogami. Mam znajomą, która też nic nie robiła, jedynie narzekała, że nie ma nic do roboty, że jej życie jest takie nudne, że nic się nie dzieje. Dopiero, jak zaczęłam, ją wyciągać, a to na siłownię, a to nawet chociaż na kawę, zaczęła smakować się JAKIMŚ życiem. Oczywiście, zawsze musiałam po nią podjechać autem, bo jest za leniwa na jazdę autobusem gdziekolwiek. Ja nie wiem, czy ludzie są tak bezmyślni, że myślą, że wszystko przyjdzie im podane na tacy, czy tak nie chcą być szczęśliwi i spełnieni? Masochiści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz mi czy Twoja koleżanka przynajmniej doceniła Twoje starania? Ja też czasami mam wrażenie, że mi zależy na szczęściu innych bardziej niż samym zainteresowanym, albo nie wiem, widzę milion możliwości na zmianę? Ludzie boją się zmian, ja to rozumiem, ale jeśli ciągle robisz to samo nie oczekuj innego rezultatu, bo to przeczy logice. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama:)

      Usuń
  2. Łatwiej jest powiedzieć, że mi się nie chce, albo że nie dam rady niż coś zmienić.
    Ludzie myślą, że jak coś im nie jest teraz potrzebne to nigdy już nie będzie, a nie wiadomo jak nasze życie się potoczy i gdzie będziemy za rok czy dwa?!
    Mam prace, mam mieszkanie, co mi jeszcze jest potrzebne? Po co sobie narzucać dodatkowe obowiązki? Lenistwo przez nas przemawia.

    Miłego,
    Pat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety muszę się z Tobą zgodzić. Nie lubię lenistwa, strasznie mnie to denerwuje i to wcale nie znaczy, że zawsze mam umyte naczynia i władam 5 językami i skończyłam 12 tysięcy różnych kursów. Jeżeli faktycznie chcesz codziennie "odpoczywać" przed telewizorem to Twój wybór, ale miej świadomość, że jeśli Ty nie dajesz nic od siebie to też nic nie otrzymasz w zamian...

      Usuń
  3. A ja miewam takie dni, że mi się nie chce. Szukam wtedy wymówek, żeby czegoś nie robić. Bo za zimno, bo za daleko, bo ktoś będzie się ze mnie śmiał, bo muszę najpierw zrobić coś tam.... i tak potrafię długo :P Ale wtedy myślę sobie "Hola koleżanko, życie Ci ucieka, marnujesz niepowtarzaną chwilę. A co jeśli tego nie zrobisz i świetna okazja przejdzie Ci koło nosa?" I wtedy jakoś powoli wraca motywacja i zaczyna mi się na nowo chcieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj wtedy myślę "nie myśl, po prostu zacznij to robić" i jak tylko zacznę to dalej już jakoś idzie :) i staram się czerpać w inspirację właśnie od tych, którym się chce:) więc chyba mamy podobny sposób na te rozmowy z samą sobą:)

      Usuń
  4. Niekiedy stan zawieszenia i "tumiwisizmu" zależny jest od sytuacji i okoliczności. Przyznam się z ręką na sercu,że miałam chwilę takiego załamania. W listopadzie zaczęłam prace,która równie dobrze mógł wykonywać za mnie przedszkola a ze i osoby z ktorymi pracowałam były starsze,pozbawione kultury na co jestem szczególnie uczulona i denerwowały mnie. Wciąż chorowałam, szłam do pracy wracałam sfrustrowana i nic nie chciało mi się robić. Najgorsze było to,że byłam lepsza merytorycznie od 36 latka ale nie pozwalał wykazać się mojej osobie. Pewnego dnia,kiedy znów miałam stan podgoraczkowy,napisałam wypowiedzenie,i odeszłam. Z dobry miesiąc spędziłam ocierajac łzy,kumukujac złość i wmawiajac sobie ,pecha. Znalazłam jednak pkt odniesienia ten rok był na przeczekanir do pkt docelowego. Nawet poszłam na darmowe praktyki do kancelarii ale praca,którą wykonywałam sprawiała mi 10000% więcej satysfakcji. Niestety,szybko przestaje w siebie wierzyć nawet kiedy wszyscy dookoła mówią mi,że jestem dobra w tym co robię . Doszłam jednak do wniosku,że znam swoją słabość,która jest panicznie lęk przed porażką i chce to w sobie zmieniać i będę. Mam wiele pasji i wspaniałych znajomych,quady przede wszystkim rodzinę szkoda to zaprzepaścić !:)
    Pozdrawiam mademoisel Cherri :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Twoim przypadku był to stan przejściowy i sama zdecydowałaś, że sytuacja krótko mówiąc "Ci nie służy", a wręcz szkodzi i wzięłaś sprawy w swoje ręce. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że nic nie spadnie Ci z nieba i nie masz postawy roszczeniowej. Wszyscy boimy się porażki, ja zazwyczaj zamykam oczy i robię ten pierwszy krok. Natomiast mam problem z "wkręcaniem" sobie różnych rzeczy i blokowaniem się. Powtarzam sobie ciągle, żeby nie koncentrować się na problemie tylko rozwiązaniu, ale niestety walka z moim "zamartwianiem się" jest trudna i żmudna. Najlepszym sposobem na to jest zorganizowanie sobie czasu tak, żebym nie miała go zbyt dużo na głupie myśli. :) Pozdrawiam :))

      Usuń