sobota, 23 sierpnia 2014

O wychowaniu. Co będą wspominać Twoje dzieci?

Cofnij sie pamięcią do czasów dzieciństwa. Bez komputerów, ipadów, iphonów, gier, odtwarzaczy blueray, co robiłaś/ eś? Obejrzałam ostatnio program Wojciecha Cejrowskiego "Po mojemu" w którym tematem przewodnim były dzieci i ich wychowanie. Szczególnie zainteresowała mnie krytyka systemu, w którym dzieci przebywają i wychowują się w kręgu rówieśników i przez nawał zadań domowych nie mają czasu na uczestniczenie w życiu rodziny i zabawę na podwórku. Spostrzeżenia prowadzącego bardzo przypadły mi do gustu.


1. Wielodzietność- normalność czy patologia?
Pan Cejrowski zaprosił do programu matkę siedmiorga dzieci. Kobietę, która w wieku 22 lat urodziła pierwszego syna, później jeszcze dwoje i córkę, a po 10 latach (przez które wychowywała dzieci i pracowała zawodowo) urodziła kolejną córeczkę i jeszcze dwoje chłopców. Narodziny drugiej córki określiła "ósmym cudem świata", a późne macierzyństwo ogromną radością. Na pytanie czy zamieniłaby swoje życie na inne odpowiedziała, że nie, że jest szczęśliwa. Oczywiście tak duża rodzina boryka się z wieloma problemami, krzywdzącymi stereotypami, trudnościami finansowymi i logistyką dnia codziennego. Spróbujmy sobie wyobrazić codzienne gotowanie dla 9 osób. Pranie dla 9 osób w tym chłopców i małych dzieci. Dojazdy do pracy, szkoły, zajęcia pozalekcyjne. Szaleństwo.
W czasach moich rodziców widok takich rodzin nikogo nie dziwił. Dzisiaj rodziny z trójką dzieci uznawane są za rzadkość. Małżeństwa z czwórką za bardzo odważne, piątka to już szaleństwo na granicy patologii.
Bardzo podobało mi się to, co powiedziała zaproszona do programu mama. Jej zdaniem ludzie, którzy mają jedno dziecko mają dla niego mniej czasu niż ona, matka siedmiorga. Rodzice jedynaków mocno skupiają się na sobie i swoich pasjach (co oczywiście nie jest złe, każdy musi zaleźć swój złoty środek), bardzo często kupują miłość dzieci, nie potrafią się z nimi bawić, nie wiedzą jak je zainteresować.
Kobieta powiedziała również, że jej pasją jest dbanie o dom i rodzinę, niektórzy śmieją się z takich stwierdzeń, szydząc, że co to za pasja sprzątanie i pieluchy. Ja uważam, że prowadzenie domu to sztuka, a wychowywanie dzieci to nie lada wyzwanie i odpowiedzialność, bo można wychowywać i "wychowywać", prowadzić dom i "prowadzić dom", jest różnica. Wydaje mi się, że paradoksalnie programy typu "Perfekcyjna pani domu" pomagają społeczeństwu zobaczyć, że prowadzenie domu to też swojego rodzaju sztuka. Nie każdy to potrafi, nie każdemu się chce, a jednak starania (zazwyczaj) jednej osoby mocno wpływają na nastroje i funkcjonowanie całej rodziny, dlatego nie należy z tego szydzić.

2. Zadania domowe.
Według Pana Cejrowskiego naukowcy dowiedli, że zadania domowe nie pomagają uczniom dobrym, a uczniom mniej zdolnym szkodzą poprzez utrwalanie błędów i zniechęcanie do dalszej nauki. Ja również uważam, że dzieci powinny uczyć się w szkole, a nie siedzieć po dwie, trzy godziny w domu nad zadaniem. Co innego jeśli jest to wybór dziecka, żeby czegoś się douczyć, doczytać, dowiedzieć, ale weekendy przy książkach to jakaś paranoja. Dzieci po szkole powinny wyjść na podwórko, włączyć się w życie rodziny, spędzić czas z rodzeństwem, niestety nie ma na to czasu, bo trzeba odrobić zadanie, a oprócz tego zwykle jeszcze zaliczyć multum zajęć pozalekcyjnych na które zapisali je ambitni rodzice.

3.Oceny.
Pan Cejrowski uważa, że jeśli dziecko ma same piątki to znaczy, że szkoła jest za słaba i prędzej czy później uczeń spocznie na laurach.
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego jest tak, że największe kariery robią osoby uczące się przeciętnie? Trójkowicze? Może dlatego, że nie pasują do schematów, którymi kierują się nauczyciele przy ocenianiu, może dlatego, że uczą się tylko tego, co faktycznie jest im potrzebne. A może po prostu znają uczucie porażki, która nie zraża ich do dalszej pracy. Jednym słowem lepiej, żeby Twoje dziecko miało 3 w świetnej szkole niż 5 w słabej.

4.Rozwój w grupie rówieśników.
Dziecko spędzające czas tylko i wyłącznie ze swoimi rówieśnikami rozwija się wolniej niż to, które spotyka się z dziećmi starszymi i młodszymi np. na podwórku. Czego może się dowiedzieć od dzieci, które uczą się w szkole dokładnie tego samego? Rówieśnicy, bo wiedzą po równo. Ja spędzałam całe dnie na podwórku, miałam to szczęście, że w moim sąsiedztwie było dużo i starszych i młodszych dzieci, a do tego miałam starsze rodzeństwo. Organizowaliśmy czas młodszym, starsi dawali nam szkołę życia. Pan Cejrowski zwrócił moją uwagę na kwestię przywództwa w grupie. Kiedy spotykają się dzieci w różnym wieku szefem jest najstarszy, jest to naturalne i całkiem rozsądne rozwiązanie. Starszy nie musi walczyć o autorytet siłą, bo przecież już i tak go ma. W grupie rówieśników przywództwo zdobywa się siłą lub przemocą, a to już jest niezbyt korzystne rozwiązanie.
Często wspominam jak wspaniale smakował chleb z paprykarzem podawany nam przez okno z kuchni, robiony przez mamę sąsiadki. Tego smaku nie da się odtworzyć. Jedliśmy brudnymi rękami, a nikt nigdy z tego powodu się nie rozchorował. Ostatnio kiedy byłam u mojej bratowej przez przypadek dowiedziałam się, że u nich w sąsiedztwie obowiązują inne zasady, nie można dawać nic do jedzenia dzieciom sąsiadów. Takie są zasady.
My łaziliśmy po drzewach, łąkach, bawiliśmy się na trzepaku. Do domu wracałam brudna i czasami z siniakami, mama raczej nie robiła mi z tego powodu awantur. Cieszę się, że mam takie wspomnienia. Wiem, że dzięki mojemu rodzeństwu dużo wcześniej zaczęłam czytać, pożyczałam od nich książki, kasety i doprowadzałam do szału szperając w ich rzeczach. Jako nastolatka świetnie dogadywałam się z rodzeństwem i ich rówieśnikami. Dzisiaj mam tyluż samych znajomych w moim wieku co starszych i bardzo sobie cenię te przyjaźnie, wiem, że rozmowy z nimi mnie rozwijają.

Różnice nas rozwijają, inni ludzie nas uczą, warto zapewniać swojemu dziecku kontakt z osobami w różnym wieku w tym z dziadkami, ciociami, wujkami, dzięki temu młody człowiek buduje swój światopogląd i swoje jestestwo.

A Ty jak wspominasz swoje dzieciństwo? Czy było choć trochę podobne do tego, które teraz fundujemy dzieciom?

5 komentarzy:

  1. Oglądałyśmy ten sam odcinek, (zresztą oglądałam chyba wszystkie) również zgadzam się z prowadzącym, patrząc teraz na ludzi z podstawówki, ci, co mieli czerwone paski na świadectwie jakoś teraz nie "wyróżniają się z tłumu", a tzw. "przeciętni" tak... Szkoła, to zbyt mało, aby rozwijać młodego człowieka, szukać jego mocnych stron, niekoniecznie musisz być dobry z matematyki, czy j. polskiego, możliwe, że masz zdolności muzyczne, plastyczne, ale tego jak ja byłam w szkole podstawowej (czasy komunizmu) nikt nie zauważał. Nie pracowało się z dzieckiem, czy nastolatkiem tak jak powinno. Teraz jest inaczej, ale czy dobrze? Śmiem twierdzić, że nie, nadal system edukacji jest przestarzały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System edukacji jest przestarzały, a rodzice zafiksowani na punkcie miliona zajęć dodatkowych. Czasami mam wrażenie, że w ogóle nie zależy im na tym, żeby faktycznie swoje dzieci poznać, wyczuć ich potrzeby. Nie wiem jak Ty, ale mi się wydaje, że cały ten pomysł z gimnazjum niestety nie wyszedł...

      Usuń
  2. Dlatego lubię norweski system nauczania. Dopiero w gimnazjum dostaje się oceny. W podstawówce nie ma nic, nawet opisowych. Czasami dostaje się "buźki" uśmiechniętą albo smutną. Na weekend nigdy nie ma zadań, nawet w liceum. Weekend jest po to, żeby sobie odpocząć, żeby spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi.

    W przedszkolach i szkołach co przerwe dzieci wychodzą na zewnątrz, nie ważne jaka pogoda. Jak deszcz pada zakładają specjalne kombinezony przeciwdeszczowe i maja jeszcze większa frajde, bo w kałużach można sie potaplać.

    Zadania są, ale nie jest ich strasznie dużo. Godzina max 2 i ma się czas wolny. No i co najważniejsze. W jeden dzień może być tylko jeden sprawdzian. Żadnych kartkówek czy pytania. Jeden i koniec tak jest i w gimnz. i w liceum

    Też miałam takie samo dzieciństwo jak ty. W wakacje jak wyszłam z domu o 7 rano to dopiero wracałam po 22. No chyba, że zgłodniałam to szybko coś zjeść z powrotem. A wieksza ilość siniaków oznaczała jeszcze fajniejszą zabawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norwegowie w ogóle mają bardzo fajne podejście do życia, nie tylko edukacji i wychowania, powinniśmy z tego czerpać. Podejrzewam, że tam dzieci znacznie rzadziej chorują. Kurcze...szkoda, że u nas tak to wszystko kuleje i chyba idzie nie w tym kierunku, w którym powinno...

      Usuń
  3. Trudno się nie zgodzić z panem Cejrowskim ( przynajmniej w tym przypadku:)). Ile masz lat, jeśli to nie tajemnica? Ja mam 43 i czasy mojego dorstania to był zupełnie iiny świat! Bez porównania piękniejszy moim zdaniem. To wszystko, co sie dziś dzieje, zmierza chyba w złym kierunku. Ale z drugiej strony rozwój technologii jest przecież równiez wspaniałą sprawą...Tylko że gdy nie było komputerów, komórek ludzie nawiązywali zupełnie inne relacje. Ehh, długo by pisać...

    OdpowiedzUsuń